W tym momencie wszedł Leon.Diego cofnął swoją rękę. Verdas popatrzył na nas zdziwiony.
-Cześć.Chciałem z tobą pogadać, ale widzę że przeszkodziłem-powiedział.
-No trochę tak-odezwał się Diego.Spiorunowałam go wzrokiem.
-Ty się lepiej nie odzywaj.-zaczęłam-Leon wcale nie przeszkodziłeś.Diego właśnie wychodzi-zwróciłam się do chłopaka.
-Nie to ja wyjdę-Leon opuścił mój dom.Popatrzyłam na Diego.Uśmiechał się pod nosem.
-No już.Wynocha stąd.Ja cię nie znam.Przyniosłeś mi bransoletkę.Dziękuje.To tyle.Nie mam zamiaru zawierać z tobą znajomości-naskoczyłam na niego.Uśmiech zszedł mu z twarzy.Brunet wyszedł a ja zostałam sama.
NASTĘPNEGO DNIA
MAXI
Siedzę na ławce przed Studio.Dosiadła się do mnie Naty. Jak ona dziś pięknie wygląda.Ojej Maxi ogarnij się.
-Hej.Poćwiczymy naszą choreografię na zajęcia?
-Jasne chodźmy-powiedziałem.
Po kilku minutach pokazywałem Naty ruch , który wymyśliłem.Dziewczyna patrzyła na mnie z zadowoleniem,
-To było świetne.Urzyjemy tego.Możemy to zatańczyć na refren- spodobało się jej.
CAMILA
-Fran pomożesz mi znaleźć sukienkę na ślub kuzynki Broadwaya?-zapytałam przyjaciółkę
-Jasne.Dzisiaj o 15.00.
-Ok
-Można ten ślub zaliczyć jako randkę?-usłyszłam pytanie Francescki.
-Nie wiem.Ale bardzo bym chciała.Broadway to super chłopak. Myśle ze on mi się podoba.-zarumieniłam się.
NATY
Nareszcie skończyłam zajęcia.Wyszłam ze Studio i zobaczyłam Fran i Cami.
-Hej Naty. Idziemy z Fran na zakupy.Idziesz z nami?-zapytała rudowłosa.
-Sorry nie mogę.Musze zająć się młodszym bratem.-odpowiedziałam.
-Przecież masz jeszcze siostrę Lenę.Ona przecież może się zaopiekować Nico-zaproponowała Fran.
-Nie Lena wyjechała do babci. Idźcie same i bawcie się dobrze -powiedziałam.moje przyjaciółki poszły.
Spojrzałam na zegarek.O nie 15.05.Miałam być w domu o 15.00. Zaczęłam biec. Przeze mnie moja mama spóźni się na spotkanie.Właśnie przebiegałam przez ulice , kiedy pędzący samochód wyjechał zza zakrętu i jechał prosto na mnie Stanęłam w miejscu.Nie mogłam się ruszyć.Moje nogi odmówiły posłuszenstwa.Auto było coraz bliżej.Nagle poczułam czyjeś ręce na biodrach i zobaczyłam ciemność.
FRANCESCA
Siedzimy w galerii już z godzinę.Camila właśnie przymierza kolejną sukienkę.
-Chyba kupię tą-stwierdziła przyjaciółka.Wyglądała pięknie.
-Fran.Przyjeżdżaj z Cami do szpitala.NATYCHMIAST.-była zdenerwowana.
-Ale co się stało?-zapytałam.Powoli zaczęłam się denerwować.
-Wytłumacze wam na miejscu.Kiedy będziecie przyjdźcie do sali 370.-rozłączyła się.Zobaczyłam że Camila przgląda się w lustrze.
-Jedziemy do szpitala.Ludmiła dzwoniła.Była bardzo zdenerwowana.Nie chciała powiedzieć o co chodzi-zwróciłam się do niej.
-Myślisz że coś się stało komuś z naszej paczki?
-Miejmy nadzieję że nie-powiedziałam. Toress zdjęła sukienkę.Podeszłyśmy do kasy.Szybko zapłaciłyśmy i ruszyłyśmy do wyjścia. Zamówiłam taksówkę.Pojechałyśmy do szpitala.Dojechałyśmy po 15 minutach.Poszłyśmy do
windy.Sala 370 mieściła się na 5 piętrze.Wyszłam z windy a za mną Camila.
Stanęłyśmy przed drzwiami.Byłam trochę zdenerwowana.W końcu za tymi drzwiami mógł leżeć ktoś z naszych przyjaciół.Pociągnęłam za klamkę.Weszłyśmy.
W pokoju byli wszyscy.Na krzesłach siedzieli Leon z Broadwayem.
Przy łóżku siedziała Ludmi , Naty i Violetta.Odsunęły się i zobaczyłam nieprzytomnego......
*******
Kogo zobaczyły Cami i Fran?Powiem wam ze ta osoba uratowała Naty.KOMENTUJCIE.Nie wiem czy czytacie skoro nie zostawiacie komentarzy.Wystarczy że zostawicie uśmiechniętą buźkę.Klaudia
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz