poniedziałek, 24 marca 2014

Coś się kończy,coś się zaczyna...

Brak komentarzy:
Witam wszystkich.
Jak wiecie w ostatnim czasie nie miałam czasu na rozdziały z powodu zwału nauki i zbliżających sie egzaminów.Nie chciałam was zawieźć,więc postanowiłam nadrobić wszystko.Moj plan nie wypalił.
Dlaczego?Straciłam wenę na "Violettę'.Ten serial już mnie nie fascynuje,wręcz mi się znudził.Teraz żyję innym światem-światem Skoków Narciarskich.Naprawdę nie chcę odchodzić,ale muszę.
Kończy się moje przygoda z tym blogiem,ale zaczyna z innym.Założę bloga o mojej ukochanej dyscyplinie sportowej.Pewnie myślicie sobie,że wybywam stąd,aby pisać sobie o jakichś tam skokach.
Pisanie sprawia mi radość,ale tylko wtedy kiedy piszę o czymś przeze mnie lubianym.Nie chciałam,żeby tak sie stało."Violetta"po prostu już nie jest dla mnie ważna.I chyba nigdy nie była.To tylko serial.Oczywieście nie chcę tutaj nikogo zniechęcać.Skoki to coś co mnie ciekawi,fascynuje.
Nie wiem czy mam usunąć tego bloga.Jeszcze sie zastanowię.
Na razie mówię wam-spełniajcie swoje marzenia,kierując się tym co kochacie.Życzę wam pełno weny i wielu sukcesów.
Dodam na koniec,że mimo wszystko cieszę sie ze tu z wami byłam.Nigdy nie zapomnę tego czasu spędzonego na tym blogu.Kocham was.PA PA.Klaudia


sobota, 15 marca 2014

Rozdział 6 "Heredia ma plan"

1 komentarz:
Kiedy wróciła zobaczyła Larę i Maxiego,świetnie się razem bawiących.Ponte próbował właśnie dogonić dziewczynę.Złapał ją w pasie,po czym ubrudził jej twarz smarem.Navarro zobaczyła w oczach Baroni,błysk. Znała go.Z niewiadomej przyczyny coś zakuło ją w sercu.To tylko mój przyjaciel.O co chodzi?
-Dobra,koniec tej zabawy-Leon podszedł do przyjaciół.Naty takze ruszyła w ich stronę.
-Verdas,czy ty nie powinieneś być na torze?-zapytała Lara,wycierając twarz ręcznikiem.
-Dzisiaj kończę wcześniej-odpowiedział szatyn,ściągając ochraniacze.
-O ile się nie myle za kilka dni masz ważny wyścig-wtrącił sie Maxi.
-Tomas zwołał jekieś męskie spotkanie.Lepiej,zebym na nie dotarł.Ty też,przyjacielu.
-Ciekawe,co ten wariat znowu wymyślił-zaśmiał się się brunet-Naty,odprowadzisz Lucy do domu?
-Jasne-odpowiedziała,do tej pory nie odzywająca się,nastolatka.


Weszła do domu,rzucając torebkę w kąt.Z kuchni wyłonił się jej brat.
-Dobrze,że jesteś.Musimy pogadać-zaczął,siadając na kanapie.
-O co chodzi?
-Ta wiadomość raczej cię nie ucieszy-Powiedział Lucas.
-Jest coś bardziej wkurzjącego od kretyna zwanego Federico?-zapytała blondynka,opadając na fotel.
-Pamiętasz mojego kumpla ze Stanów,Jamesa?-Ludmiła skinęła głową-Dzwonił do mnie przed chwilą. Mówił,że widział naszego ojca.Całego i zdrowego.W dodatku spacerował w towarzystwie kobiety.-blondynka ucisk w sercu.
-Skąd wiesz,że James mówił prawdę?-wyszeptała.
-Przysłał mi zdjęcie-chłopak wyciągnął telefon.Na ekranie wyświetlilo się zdjęcie mężczyzny,obejmującego brązowowłosą kobietę.
-Jak on mógł?-po policzku dziewczyny spłynęła samotna łza.-To ma być mój ojciec?Ten sam,który uczył mnie mówić i chodzić?Który pomagał mi realizować plany związane z muzyką?
-Mama nie może na razie o tym wiedzieć.Ma już wystarczająco problemów-Lucas podszedł do siostry i objął ją ramieniem-Nie martw się ojcem.Jest daleko stąd.Mnie tu nie było,ale ty do tej pory dawałaś sobie radę bez niego,teraz też dasz.


Podeszła do keyboardu.Zaczęła delikatnie wygrywać melodie.Jej palce przesuwały sie z jednego klawisza na drugi.On od dłuższej chwili się jej przyglądał.Zadziwiała go lekkość z jaką ona śpiewała.
Zauważyła go i przestała grać.
-Zabieramy się za nasz duet-stanął obok niej i po sali ponownie dało się słyszeć dżwięki piosenki,lecz innej. Camila przesunęła się atk,aby Broduey mógł dalej grać.Oboje zsynchronizowali swoje głosy w świetnie znanej im piosence.20 minut później zrobili sobie przerwę.On usiadł na podeście,podczas gdy ona pila wodę mineralną,aby zwilżyć gardło.
-Dobrze nam poszło.Myślę że spokojnie zaliczymy-chłopak posłał Torres olśniewający uśmiech.
-Panie Nascimento radzę panu przyłożyć się do swojego zadania.Nie mam zamiaru się za pana wstydzić. Marnuje tylko swój talent użerając się z takimi uczniami-rudowłosa mówiła niskim,basowym głosem.,robiąc śmieszne miny.
-Świetnie udajesz Gregoria-zaśmiał się ciemnoskóry.
-Dzięki,może dlatego,że zazwyczaj to na mnie się wyżywa.
-Przestań,jesteś świetną tancerką-Broduey spojrzał na zegarek-Przepraszam,ale muszę już iść.Pan Heredia organizuje męskie spotkanie-pozbierał swoje rzeczy,po czym wyszedł z sali.
-Powodzenia!-krzyknęła za nim Camila.


-Violetta,wychodzę-krzyknął German Castillo.Jego córka stanęła obok.
-Dobrze tato.Yyy...chciałabym cie zapytać czy masz broszurkę pierwszego przedstawienia,w którym grała mama?-zapytała szatynka.
-Tak mam.Powinno być w pudełku w mojej szafie.Poszukaj sama,ja muszę iść na ważne spotkanie-mężczyzna pocałował nastolatkę w policzek i wyszedł z domu.Dziewczyna weszła do sypialni swojego ojca. Panował w niej nienaganny porządek.Na półkach poustawinae były wszystkie książki.Papiery ułożone byly na biurku w kilku stosach.Otworzyła mahoniowe drzwi szafy i poszukała wzrokiem pudełka.Postawiła je na stoliku,po czym zaczęła przeglądać zawartość.Nagle jej oczom ukazało sie zdjęcie Marii-jej matki.Kobieta była w ciąży.Na odwrocie strony były jakieś zamazane napisy.Szatynka włożyła kartkę do kieszeni,a pudełko ponownie do szafy.Opusciła willę i ruszyła do domu swojej przyjaciółki.


Brunet usiadł przy stole,gdzie czekali na niego przyjaciele.
-Tomas,streszczaj się-zaczął Leon-Nie mam czasu.
-Dlaczego kazałeś nie przyprowadzać Federico?-zapytał Marco.
-Ponieważ to spotkanie zwołałem właśnie w sprawie Fede- powiedział Hiszpan-i Ludmiły.
-No nie,a już myślałem,ze Tomas wydoroślał-Maxi upił łyk swojego koktajlu.
-To sie raczej nigdy nie stanie-zaśmiał sie Broduey.
-Wysłuchacie mnie wreszcie?
-Mów.
-Wiec siedziałem sobie na zajęciach Angie kiedy do klasy wpadli nasi bohaterowie.Przez całą lekcę dziwnie sie w srosunku do siebie zachowywali.Wtedy w mojej pięknej główce zaświtał plan-Oni muszą być razem.- Heredia popatrzył na swoich towarzyszy,którzy spoglądali na niego jak na idiotę.-My im w tym pomożemy.
-Z twojej debilnej wypowiedzi wywnioskowałem,że chcesz zabwić sie w swatkę.
-To nie może się skończyć dobrze-mruknął Ponte.
-Pomożecie mi?-zapytał Tomas.
-Sorry,stary baw się w to sam-powiedział Marco,na co reszta przytaknęła głowami.
-My tylko będziemy sie z tego śmiać-odezwał sie Leon.
-Jeszcze zobaczymy!


Nacisnęła dzwonek.Po chwili Francesca wpuściła przyjaciółkę do domu.
-Violu co sie stało?
-Znalazłam dzisiaj zdjęcie mamy-dziewczyny przeszły do kuchni.Valenti zaparzyła herbatę.
-Co w tym złego?
-Popatrz-Violetta położyła przed przyjaciółką zdjęcie-Moja mama jest tu w ciąży.
-No tak.Violetta,nadal nie rozumiem.Żeby cię urodzić musiała być w ciąży.
-Fran,zobacz na datę.Rok po moim urodzeniu.
-To znaczy że...
-Najprawdopodobnie mam rodzeństwo...
                       
                                                                            ***
Możecie mnie zabić.Mialam dodać w piątek-tydzień temu.Ponownie strasznie przepraszam.1 kwietnia mam egzamin.Potem wszystko się ustabilizuje.W nagrodę mogę zrobić konkiurs na OP.Tylko napiszcie w komentarzach czy chcecie.
I jak wrażenia?Violetta ma rodzeństwo?Tomas sprawdzi się w roli swatki?Klaudia